niedziela, 26 stycznia 2014

Od Carolin - Niespodziewana wizyta

Dziś o dziwo wstałam wcześniej. Weszłam do łazienki robiąc byle jaki kok oraz myjąc twarz letnią wodą.
Burczało mi w brzuchu więc zeszłam do kuchni. Musiałam przejść przez salon. Ujrzałam Julię i Zayn'a siedzących na sofie, a obok Laurę, która stała nieruchomo. Wyczytałam z ich twarzy, że właśnie im przeszkodziłyśmy. Idąc do kuchni wzięłam ze sobą Laurę. Przygotowywałyśmy "królewskie" śniadanie. - Jak myślisz? Do czego miało dojść? - spytała Laura.
- Myślę, że mieli sie pocałować... A tak w ogóle to co tu robi Zayn?
- A nie wiem. Zajmijmy się śniadaniem.
Po godzinie śniadanie było gotowe. Bardzo się namęczyłyśmy, więc każde słowa krytyki mogłyby zaboleć. Zaniosłyśmy je do jadalni i pobiegłyśmy pobudzić resztę. Jako pierwszy z dołu zszedł Louis wraz z Niall’em. Później dopiero Liam i Harry.
- Mmm... - dochodziły głosy czterech chłopców.
- Będzie smacznie! - odparł Liam.
Zasiedliśmy wszyscy do stołu, a jako pierwszy do jedzenia rzucił się Niall. Czemu mnie to nie dziwi? Po chwili zostały tylko jakieś resztki, natomiast nikt nie ruszył się sałatek. Louis wstał i zaczął rzucać sałatą po całej jadalni. Po kilku sekundach dołączyli się wszyscy.
- Bitwa na żarcie!! - krzyknął Zayn.
Widziałam, że wszyscy się dobrze bawili, a to sprawiało, że się uśmiechałam. Gdy skończyła sie amunicja, zaczęła się walka o wejście do łazienki. Stałam na samym końcu. Dopchałam się na początek i otwarłam lekko drzwi. Wparowałam do łazienki niczym gepard. Gdy już nie miałam prawie nic na sobie, ujrzałam, że ktoś jest w wannie. Był zakryty zasłoną. Odsłoniłam ją i ujrzałam Liam'a. Nie był goły, miał na sobie jedynie bieliznę.
- To dla mnie? - spytałam.
- Nie dla mojej mamy! - zażartował chłoptaś. Wejść czy nie wejść? W tym momencie pociągnął mnie za rękę i wylądowałam w ogromnej wannie. Ochlapał mnie, a ja go. Leżeliśmy, leżeliśmy z dobrą godzinę, gdy ktoś nie pukając wszedł do łazienki. Byli to rodzice Julii. Szukali jej by powiedzieć, że wyjeżdżają na wieś. Zobaczyli nas i znieruchomieli.
- Yyy… My... to znaczy... My już wychodzimy... - zakłopotana opatuliłam się w ręcznik, a drugi podałam Liam’owi by też to zrobił.
 - Alee... Carolin! Czekaj. - odparła pani McCartney. Wybiegliśmy z łazienki w kierunku najbliższego pokoju.
- Ale obciach! Nie uważasz? - zapytałam.
- Straaszny. Ale najważniejsze, że wiesz... nie byliśmy goli. - zaśmiał się.
- Hehe, masz rację. Rzeczywiście w domu nie było, ani Julii, ani nikogo.
- Gdzie oni są? Ubraliśmy się i pobiegliśmy ich szukać. Nigdzie ich nie ma...
- Zrobimy sobie piknik? - spytał Liam.
- Może... Dla wszystkich? Niespodzianka...
- Okey, chodźmy wybrać miejsce.
Wyszliśmy z domu szukając wolnego miejsca.
- Tam! - krzyknęłam. Pociągnęłam go za rękę i usiedliśmy na pustym terenie. Wszędzie drzewa, kwiaty... Zaraz potem posadził mnie na swoich kolanach i pogrążona w myślach nie zwracałam uwagi na to co się wokół dzieje...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz