piątek, 24 stycznia 2014

Od Carolin - Gdy w domu nie ma prądu

Po chwili świtało zabłysło na krótką chwilę i znów zgasło. 
- Julia! Idź po jakieś świeczki czy latarki - odrzekłam.
Julia wbiegła do kuchni, otwarła pierwszą szufladę i wyjęła 4 latarki.
- Skąd ty ich tyle masz?- spytał zdziwiony Louis.
- A bo tutaj często wywalają korki! - zaśmiała się.
Chłopcy wzięli latarki i od razu wszystkie włączyli. Nastała jasność... Wskoczyłam pod ciepły oraz gruby koc i opatuliłam sie nim. Co w takim razie robimy? Może by tak iść spać? Hahahaha, raczej nie pójdziemy spać o 19.
- Mam pomysł! Może by tak gra w butelkę? Na rozgrzanie atmosfery? - zaproponowałam nie wstydząc się, ani trochę.
- Czemu nie? - wszyscy odpowiedzieli chórem.
Wstąpiłam do kuchni i zabrałam pustą butelkę leżącą u mych stóp.
- Macie! Kto pierwszy kręci?
- Może Laura? - odparł Harry.
Laura zakręciła butelką i wypadło na Louis’a. Uśmiechnął się, a Laura udając, że nie widziała pytała się innych czy naprawdę musi.
- Noo Laura. DAWAJ! - krzyknął Liam.
- Okey.
Zbliżyła się do chłopaka i wtuliła się w niego jak w miękką poduszkę.
- No widzisz? Nie było tak źle, prawda? - zachichotałam. - Lou teraz ty kręcisz!
Zakręcił raz. Uderzyła we mnie, więc musiał powtórzyć.
- No Caro! Zobaczymy czy ty będziesz taka śmiała! - odparł Lou.
- A nie? Co ty myślisz? Podeszłam do niego i przytuliłam go tak jakby miał zaraz przestać oddychać.
- Teraz ty kręcisz! - ledwo co wymamrotał.
- No to co? Może zmienimy zasady? - spytał Louis. - Teraz na całowanie! Może pierw w policzek. Zgodziliśmy się. Zakręciłam raz, a porządnie. Wypadło na Liam'a. Jak na złość. Nie powiedzieliśmy jeszcze nikomu, że chodzimy... Więc to będzie okazja.
- No podejdź! - zaśmiał się głośno Liam.
Specjalnie szłam bardzo powoli, a był on zaledwie przede mną. Usiadłam koło niego i próbując go cmoknąć w policzek, ale mnie wyprzedził i pocałował w usta…

Nie wiedziałam co zrobić. Bałam się, że ta miłość to będzie tylko na chwilę...
- Uuu! Między wami iskrzy! - chórem odpowiedział Lou wraz z Laurą.
- No więc... mieliśmy wam... powiedzieć... Bo wiecie... My... no my... chodzimy. - ulżyło mi.
Julia podeszła do mnie i ściskając wyszeptała mi do ucha: gratulacje. Nie minęła chwila, a wszyscy się na nas rzucili z uściskami i gratulacjami.
- Wiecie co? Nie mam ochoty już grać... - odrzekłam.
- Ja też...
- No i ja też. Pogasiliśmy latarki i położyliśmy się na ziemi opatuleni w przeróżne koce... Gdy już miałam zasnąć usłyszałam jak Julii coś się śni... Byłam znowu zaniepokojona. Podbiegłam do niej i budząc ją leciutko i cicho, ucałowałam i wy przytulałam.
- Caro! Śniła mi się znowu ta paczka, ten telefon...
Wiedziałam, że ta sytuacja szybko nie zniknie z jej pamięci.
- Julia! Nie myśl o tym. Słyszysz? - popłynęły mi łzy po policzkach.
 Położyłam się koło Julii i próbowałam uspokajać. Po chwili zasnęła, a mnie dręczyły straszne myśli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz