piątek, 17 stycznia 2014

Od Laury - Cz. 2

Przyszli znajomi mojej przyjaciółki. Co jak co ale tych paru chłopaczków to ja kojarzyłam... Paru gości, ładne buźki, wielka kariera mówiąc ogólnie - nic specjalnego. Ale oczywiście nie skreślam ich!
- Hej. - Powiedziałam z nieco wymuszonym uśmiechem a zaraz potem skryłam głowę w kolanach wbijając w nie moje oczodoły.
Goście rozsiedli się. Przypatrywałam się im badawczo aż nagle stało się coś niespodziewanego, Julia zalana łzami pobiegła do pokoju aby... Wiedziałam, że to robi, że się samo okalecza, nawet próbowałam zaciągnąć ją na jakąś terapię ale bezskutecznie. Nie myśląc długo pobiegłam aby ja powstrzymać, lecz niestety pewien mulat wpadł na ten sam pomysł. Jako iż ruszyliśmy w tym samym momencie to było niczym bitwa. Niestety chłopak mnie wyprzedził lecz nie dałam za wygraną i zaczęłam się przeciskać do drzwi. Mój rywal zastawił mi drogę.
- To moja przyjaciółka!
- Wiem….ale lepiej wiem o co chodzi! - Wytłumaczył z niewiarygodnym spokojem mulat.
- Daj mi tam wejść do cholery! - Wykrzyczałam i spojrzałam na chłopaka.
Zrozumiałam on nie odpuści, a Julia może się tam wykrwawić na śmierć... On z resztą ma rację nie wiem o co chodziło, ona zawsze zręcznie wymijała ten temat, a ja nigdy nie naciskałam... Spuściłam głowę a chłopak począł dobijać się do drzwi za którymi zniknęła moja przyjaciółka. Wróciłam do salonu z kamienną twarzą. Na fotelu gdzie przed chwilą siedziałam rozsiadł się bardzo roześmiany brunet. Co za bezczel! Usiadłam na podpórce na ramię fotela. Przysłuchiwałam się rozmowom nowo przybyłych kiedy zaczęło się robić późno, na dodatek na stół wkroczyły procenty więc postanowiłam sobie już pójść. Było paru chętnych aby mnie odprowadzić, ale tym panom podziękowałam.

*** 

Następnego dnia obudziłam się wcześnie rano, wybrałam się szybko i popędziłam do Julii. Yhm nikt nie zamknął drzwi... No cóż. Chwile później pojawiłam się już w kuchni gdzie była już moja przyjaciółka.
- Jak się spało?
- Nie wiem...
Ta odpowiedź dużo mi nie powiedziała, no cóż widać że dziewczyna sporo wczoraj przeżyła.
- Ej Julia! Co jest? - Zapytałam bardzo zmartwiona.
Wiedziałam, że płakała lecz nie wiedziałam dlaczego.
- Mi możesz powiedzieć. - Dodałam po chwili...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz